poniedziałek, 15 października 2018

Inny - to znaczy jaki

O tolerancji już tak wiele zostało powiedziane... Za oceną idzie tak mała świadomość i otwartość na drugiego człowieka. Niski poziom współodczuwania oraz taka rezerwa i chłód we wzajemnych stosunkach.

Przecież ta inność właśnie o nas stanowi. Ta ubogacająca odmienność...
Czytając w piątek 12.10. mocne komentarze pod artykułem opisującym wybór Nauczyciela Roku przez środowisko ZNP i "Głos Nauczycielski" - periodyk dość poczytny w tym gronie, poczułam się zażenowana... Zawstydzona atakiem pseudopoprawnych osób. Pomruki niezadowolenia i komentarze pod tekstem... Groźne i skandalizujące komentarze, osób, które siliły się mocno na poprawność polityczną... 

A gdzieś w tym wszystkim zginął człowiek... 

Skoro facetowi z odmienną orientacją odmawia się tego że dobrze pracuje i jest uczciwym facetem, dobrym i pewnie lubianym człowiekiem, to co takiego się dzieje i kogo rozjuszył tym - kim i jaki jest...
Gdzie odrobina życzliwości w narodzie... Nie musimy nikogo kochać za jego poglądy czy orientację ale taka fala wyrzutów, umniejszeń czy paszkwili - komu służy. Komu???
Albo jakim jest świadectwem dla tego środowiska...

Tak prosto jest rzucić kamień, słowo, obelgę... Tak łatwo się innych krzywdzi i oskarża o to nawet, czego nie robią... Tak smutno zaś - patrzy się na owoce: bo są cierpkie i kwaśne. Ja naprawdę zaczynam czuć się i doświadczać tego zaścianka, tej małej naszej otwartości w sercach i umyśle, i trochę boję się tego, że już nie ma prywatności, że nie jesteśmy zdolni do tego, by lubić i szanować innych. I że to wszystko należy się tylko po jakiejś wstępnej umowie, pod warunkiem: jedynie za coś... a nie dlatego - że jesteśmy, że się urodziliśmy i żyjemy... 

Ku czemu zmierzamy???

Do jakich czasów i do jakich doświadczeń skłaniamy się, jakiej wojny stajemy się zakładnikami, żołnierzami i najemnikami???
Ja - spuszczam głowę, wstyd mi, po prostu... Po ludzku...  

Katastrofa

Jakie jest nasze odczucie gdy znajdujemy się w oku cyklonu...

Podobno jest tam największy spokój i cisza.


Tak, być może to odczucie dotyczy tylko zjawiska przyrodniczego, pogodowego... Ale w przypadku trwania w matni pomiędzy ludźmi, odczucie jest zgoła inne. To trochę tak, jakbyśmy znaleźli się całkiem nadzy na ruchliwej i tłocznej ulicy. Wydaje nam się, że oczy wszystkich są skierowane właśnie na nas. I że jesteśmy odmienni - po prostu inni niż cała reszta, skrajnie nieprzystosowani - dziwni.

Z takim dziwnym uczuciem przychodzi się zmierzyć i nam dorosłym, gdy zaczynamy być negowani, wskazywani palcem - wyśmiewani. Ale też dziecku w klasie, skazanemu na odrzucenia, odpychanemu przez dawne koleżanki i kolegów. No i wtedy szybko zalewa nas fala oszczerstw, jak jakieś pomyje, jak ekskrementy - sztucznie do życia powołana mieszanina nieprzychylności, odrzucenia, fałszywych oskarżeń i naprędce skonstruowanych paszkwili...
Czasem wypowiadane, czasem tylko gestem czy spojrzeniem przekazywane nastawienia... nastroje... 

Odrzucenie boli, uczy tylko unikania a nie radzenia sobie z nim. Oby to była jedyna grupa takich osób, byśmy nie szukali też potwierdzeń na tak niemiłe przyjęcia i powitania. Aby nie blokowały, nie zniechęcały. Bo młodzi ludzie myślą tylko o jednym. O tym by zniknąć, rozpłynąć się, stać się przezroczystym - nie ściągać spojrzeń, nie wyróżniać się i nie narażać...

W samotności rozgrywa się często ten dramat, ludzka katastrofa. A jeśli nie wyciągniemy dłoni z pomocą i wsparciem - będzie krucho. Bo sytuacja taka może trwać i niszczyć, rozwijać się - zabijać i wykańczać emocjonalnie... 
A tego, nie chce i nie chciałby przeżywać nikt z nas...

Mamy gdzieś w głowie, w zamkniętej szufladce takie wspomnienia, jeśli nie dotyczą one bezpośrednio nas - to na pewno pamiętamy ich ofiarę. Przywołuję was do godności, do godnego zachowania - bo mienicie się ludźmi... 

Bądźmy dla innych opoką, wsparciem. Tak łatwo zamienić się w bestię, właśnie wśród ludzi!!!
 

piątek, 7 września 2018

Popiół

POPIÓŁ


Czasami mam w ustach dziwny papierosa smak
Cień słowa rzuconego na zadeptanie, na wiatr silny
Unosi się wysoko, jak spalenizny ślad
Wirujący nad głową, jak ogon węża przymilny

Przechodzącym obłokom daje niemy znak
Nadchodzę, uciekajcie - nie jest nam po drodze
W oddali słońce ginie, czyste i niebiańskie tak
Jak ozdoba, uczepiona na błękitnej tancerki nodze

W samotności więcej widm i majaków się zjawia
Nie da się policzyć, która to już nieprzespana noc
Owinięty tym kocem umysł się napawa
Ciszą wirującą, oddalając pustki duszny koc

Kiedyś, mam nadzieję, że odbiję się od dna
Ulecę jak ptak, a nie zjawy tylko wrażenie
Będę jak uwolniona na wysokości mgła
Nie utkana z mamideł bieli, a z ciała - stworzenie  

Na własnych nogach, twardo rysując chmurę
Popędzę przed siebie, tylko najwyżej, tylko w górę
Zapomnę o upadkach, słabości końcu
Uniosę się radośnie, ku ciepłu, ku słońcu...

Więc idę...


Warszawa, 01.08.2018 - wieczorem...
 

piątek, 9 lutego 2018

Miłość jaką mam, a jakiej nie chcę

Nie myśl, że cię nie kocham bo słabo mi to wychodzi,
Albo, że wcale, bo tak czasem jest - lub - że mi trudno - 
Choć robię to niedbale, wkładam w to moją duszę, trochę sił i znaczenia. 
Faktem, że nie poznasz, nie odróżnisz - przyjmujesz i... jest ci smutno... 

Nadzieja dodaje ci sił, na odmianę czekasz, bo umiesz czekać cierpliwie, 

Rzadko narzekasz, nie marudzisz -
spijasz czułość chciwie, tyle - ile daję, ile ci się należy
Ile tylko zdołasz wydrzeć dla siebie, ode mnie, od ludzi...

Miłość jest bardzo cicha i wdzięczna, niebezpieczna - bo trwa niezrażona,

Ryzykowna, oddycha zwykle tym, czego nie posiada,
Słabsza, bo spala się - a przecież nikt nie dostarcza nowego płomienia -
Wszelkim pomocnym duszom mimo to - rada. 

Oddalona, zdradzona, porzucona - kończy swój żywot, upada!
Przepada... w ziemię się ze wstydem zapada.... Nie wraca do tego samego człowieka
Szuka innego, smutna i coraz bardziej delikatna,
Bezmyślnie cierpliwa - nadal na kogoś - czeka...


Dziekanowice w śniegu, 9 lutego 2018

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Zobowiązanie

Nie jest to ciągłe obliczanie w pamięci pola figury płaskiej, ani nauczenie się tego z ilu kości składa się szkielet żaby. Trzeba więcej i więcej. 
A z każdym rokiem z jakim odnajdujemy się w szkole i na studiach, przybywa tej wiedzy i idącej za nią odpowiedzialności.

Bo cóż, jeśli zdecydowaliśmy już, że będziemy lekarzem czy inżynierem. Śliwka w kompot!
Niektóre studia i zawody determinują nas i zmieniają na zawsze strukturę, system wartości, zegar biologiczny, cykl funkcjonowania... pozwalają odczuwać zadowolenie lub dumę, kiedy indziej - porażkę i przygnębienie. Na pewno - wpływają na nas.

Nie kształtuje nas tylko wybór i kierunek działania, ale sposób realizacji i głębokość przekonań jakie za tym idą, transformacji naszego ja. 

Spójrzmy na to z punktu widzenia pierwszej fascynacji, zachwytu i podziwu dla tych, którzy realizują jakiś zawód. Magiczne doznanie. Stawianie sobie tej osoby za wzór, tak wiele może, tyle zmienia. Zależy od niej lub od niego życie i bezpieczeństwo ludzi, uczy i rozwija innych. Chcemy iść tą samą drogą, mamy marzenia a potem próbujemy stawiając swoje kroki - realizować je.

Przeszkody, kłopoty - trudności i pierwsze porażki jakie muszą nastąpić, to weryfikacja, jak bardzo jesteśmy zdeterminowani, ile jesteśmy w stanie przyjąć na siebie, jak daleko się posunąć, a wreszcie - co poświęcić.

Nasz los człowieczy jest właśnie taki: poszukiwanie, cel, udowadnianie sobie i innym siły oraz mocy, potem upadki - czasem bardzo liczne... Ale przecież rozliczani będziemy z tego, jak się podnosimy, jak wstajemy na nogi... 
Zmieniamy się i kolejny raz podejmujemy walkę. 

Jesteśmy w życiu trochę jak wojownicy, czasem w pełnej zbroi, a tylko czasem - lekko odsłonięci. W działaniu, z zapleczem i pełnymi głowami fantazji, wizji i marzeń, z planami, z konkretnym zarysem tego co za rok, za dwa...

Przed nami - siwy dym, szczęk mieczy i szabel, codzienna walka z innymi i ze sobą, bo słabość jest w nas. Aby nigdy nie zapomnieć o tym, co najważniejsze, najistotniejsze... O tym co pierwsze.  

środa, 3 stycznia 2018

Miłość... jako zadanie

Czy ją widzisz???
Czy możesz jej dotknąć... 
Czy ją smakujesz, rozkoszujesz się nią. 

Otacza cię delikatnie jej aura, urzeka i pobudza fantazję, wzbudza pragnienie. Tęsknisz za nią. Czasem budzi w nas żal całkowity brak jej doświadczania i samotność, trudne dla nas jest zamknięcie na to doznanie i na jego bogactwo.

Może cię fascynuje i zachwyca, a tęsknisz za nią dniem lub nocą. 

Kto pamięta, że miłość do drugiej osoby to nie uczucie, to postawa i gotowość do bycia z nią, do poświęcenia i oddania jej wszystkiego co we mnie najlepsze. Wierność i spajająca nas więź rozwija i wzbogaca człowieka.

Rozwijanie samej relacji zakłada głęboką znajomość i przyjaźń, zakłada też wysoki poziom intymności, empatii i otwartość na wszelkie trudności jakie mogą towarzyszyć rozwojowi relacji. Wyjątkowy stan - jeśli chodzi o szczerość. 

Trudne momenty ukazują inną prawdę o miłości - niełatwą. Nie możemy zapomnieć, że jak każdy związek ludzki - zarówno przyjaźń i miłość przeżywają swoje wzloty i gorsze momenty - upadki, wymagają troski, poświęcenia, wzmacniania i wsparcia. Jeśli zaś chodzi o porady, fachowe słowa o zjawisku tak bardzo indywidualnym - w każdym kraju tysiące ekspertów prześciga się w poradach na tematy sercowe - w gazetach, na portalach i w gabinetach, w rubrykach towarzyskich i wielu innych miejscach. 

Człowiek należy do najbardziej pysznych istot. Odczuwamy przekonanie co do swej nieomylności i bycia wyjątkowymi, uprawnionymi do stawiania diagnoz, udzielania porad, oceniania...  Myślimy, że jesteśmy ekspertami w tej dziedzinie - bo kiedyś kogoś kochaliśmy lub dlatego że nas porzucono. Wybraliśmy kogoś lub też popularni i poszukiwani, zmieniamy obiekty przywiązania częściej niż miejsce pracy czy zamieszkania.

Miłość prawdziwa rodzi się w sercu i duszy człowieka, w jego głowie. Rozwija się aktem woli i rozumu. Dyscyplinuje ją nasze męstwo i postawa, działanie zaś stanowi jej trwały kręgosłup. Ma zasady i jest ich wiele, skrupulatnie rozwijana i wzmacniana jest fundamentem rozwoju człowieka, pokoleń, rodziny, wzrostu dziecka. A zgodna z przepisem trwa wiecznie - umocniona ciężką pracą i wysiłkiem dwojga osób. Rezygnacją z siebie, determinacją - bo aż na taki trud i aktywność musimy się otworzyć...

środa, 21 czerwca 2017

Chory entuzjazm - to często grozi pracownikowi

Pamiętam taki moment w moim życiu zawodowym i mojego brata, on w korporacji a ja w placówce oświatowej, gdy braliśmy na siebie więcej, niż potrafiliśmy unieść, podejmowaliśmy się zadań fizycznie "nie do zrobienia", a już na pewno nie w pojedynkę. 
Napisać projekt w dwa dni - tylko ona, wypełnić kilka dzienników za innych kolegów w parę tylko godzin, przed kontrolą - tylko ona. 
Przerobić stos zleceń i faktur - to na jego biurko...

I już - tak po prostu: kilka ćwierci - od  śmierci. Od szaleństwa, od choroby, załamania...
Część ludzi drwiła, część - dorzucała jeszcze do roboty coś, znajdując na tyle naiwnych. Wtedy łatwo niby było nam (może bardziej mi) zauważyć, że już powinniśmy zacząć mówić: "dość". Początkowo moją reakcją na niepowodzenia była somatyzacja, gardło wysiadało ale i moje nerwy... byłam w rozsypce, zmęczona i niewyspana.... kiedy indziej pobudzona, czasem niecierpliwa czy złośliwa, kłótliwa. Mówiłam głośno, zbywałam kogoś. Ale starałam się pracę wykonywać skupiona, poważnie i najlepiej jak potrafiłam, ze szkodą niestety dla czasu osobistego i moich bliskich. Ponawiałam wciąż nieskuteczne próby i wzmożone wysiłki, traciłam perspektywę, wszystko zaczęło się walić... Sukces nie nadchodził, mnożyła się ilość wrogów lub dołujących osób... Ludzie ironizowali. Nawet bliscy - odwracali się.

Dopiero wiele lat później zrozumiałam swoją naiwność i prostotę poglądów: praca mnie definiuje... Ale dlaczego??? Jeśli nie osiągamy sukcesu lub nie spotykamy się z uznaniem adekwatnym, co do ilości włożonej pracy, powinno zadziałać ostrzeżenie, pojawić się pewne zwątpienie "czy aby to miejsce jest dla mnie". Zbyt często przecież towarzyszyło mi "poczucie zastoju", ciężar, rosła bezradność i zagubienie. 

W momentach gdy nasze wysiłki nie przynoszą rezultatów, zaczynamy najczęściej odczuwać narastającą frustrację, nie możemy też nic na to zjawisko poradzić. Cierpimy wreszcie autentycznie i prawdziwie. Zapalenie się żółtej lampki to już najpoważniejsze sygnały jakie wysyła nam organizm: pojawienie się objawów psychosomatycznych, takich jak zmęczenie, wyczerpanie, drażliwość, niepokój - czasem anemia, bezsenność, nawracające bóle głowy czy kręgosłupa a także ogromne problemy trawienne - częste wizyty w toalecie i bolesność, zgaga, niestrawność.

Objawy te mają wpływ nie tylko na naszą pracę, ale również na emocjonalne nastawienie do wykonywanych zadań. Przestajemy nawet lubić to miejsce w którym codziennie przychodzi nam walczyć o przetrwanie... Czekamy na urlop, na weekend. Już w poniedziałek tak intensywnie myślimy o sobocie i niedzieli. Unikamy zadań...

Co nas boli najbardziej??? To właśnie poczucie utraty kontroli nad sytuacją i wewnętrznej pustki. To odczucie lęku i paniki, zagrożenie porażką lub kompromitacją... Ucieczka przed pracą lub ilość zwolnień lekarskich, niewydolność, poczucie gorszej wartości prowadzi wiele osób do prawdziwej apatii. Wtedy następuje rezygnacja i wycofujemy się coraz bardziej z większości aktywności w naszym życiu. Przestaje nas cieszyć nawet to, co zwykle pomagało żyć...
Zmęczeni i w poczuciu przegranej nie mamy sił na zdobywanie kolejnych celów, nawet na podjęcie radykalnej decyzji o zmianie... przyczyn klęski szukamy w sobie, nie w trudności zadania. Umniejszamy też znaczenia naszej wiedzy i przygotowaniu. Zarządzanie pracą wymaga przecież wysiłku, a my właśnie stoimy pod ścianą...

Nie rozumujemy z tej perspektywy, że to nasz entuzjazm był chory i niczym nieuzasadniony. Że ulegliśmy chwili - złudzeniu, iluzji...  Że zniszczyło nas wyhodowane podejście: kult pracy... Wszystko albo nic, jakie wyznawaliśmy przez lata podporządkowując się liście życzeń i płac. Wszystko ponad...
 

W tych okolicznościach towarzyszy nam już tylko poczucie bezsilności... 
A słabych - nie lubi nikt. Nikt się z nimi nie przyjaźni. Nikt się też z nimi nie liczy....

Jedyne co podzielamy z innymi to nie jest radość i entuzjazm - ale ogarniające nas co rano, przed wyjściem z domu lub zaraz gdy kończy się weekend, dolegliwości fizyczne jak i psychiczne... One to w połączeniu z kiepskim stanem emocjonalnym mogą nas ostatecznie doprowadzić do stanu całkowitego wypalenia, czyli odczuwania, że nasze wysiłki są bezskuteczne i bezsensowne. Nawet w sferach najbardziej bezpiecznych. 
Pamiętajmy o tym... że jesteśmy cenni, nie anulujmy tego, nie podporządkujmy się nawykowi, modzie na niewolnictwo... To często wyrok. Nie rezygnujmy nigdy z siebie, nie zapominajmy, że tej wartości nie da się zastąpić żadną rzeczą, cyfrą na koncie w banku, przedmiotem...