czwartek, 3 stycznia 2019

Wolność vs. zależność

Wszystko w wolności... wszystko tkwi w decyzji, niezależnej i własnej, w tej - jaką uniesiemy...
W tym tkwi tajemnica każdego naszego działania. 
Nie tylko sukcesu, czasem satysfakcji choć pozbawionej sukcesu. Lepiej przegrać to, w co naprawdę autonomicznie weszliśmy - niż czuć zależność i uległość przez większą część życia. Myśleć o tym, że ktoś cały czas wydaje mi polecenia lub tłumaczy mi "dbam o ciebie", czy też "troszczę się, to co robimy... jest właśnie w trosce o ciebie".

Cierpienie odczuwamy w sytuacji niewygody - długu, gdy doświadczamy nieuregulowanej należności, zwłaszcza, przypominanej nam cyklicznie... załatwiona praca, pomoc w domu przy osobie chorej, pożyczka - która postawiła nas na nogi... Problem jest już historyczny, ale wciąż żywy - odgrzewany: konieczność dziękowania, bycia wdzięcznym przez całe życie. Niewygoda - jak kamyczek uwierający w bucie. 

Dlaczego tak nas osłabia...
Wzmacnia niewiarę we własne siły...
Wzbudza uległość - zależność, która w efekcie odbiera poczucie mocy...
Jesteśmy wtedy smutni i wycofani, sflaczali jak balony z których uciekło powietrze...

Rozglądamy się bezradni - jak porzucone zwierzę, jakbyśmy istnieli tylko w cudzym blasku, w cieple i świetle innej osoby, energii jej płomienia, i byli czymś w rodzaju lustra... Gdy nie dochodzi do głosu prawda o nas, a nasze wysiłki wydają się nic nie znaczące - znikamy...

Jak para rozpływająca się w powietrzu... Nie jesteśmy godni miłości, zaufania. Nabieramy też o sobie fałszywego przekonania o swojej niemocy, że nie staniemy się w życiu oparciem dla nikogo, podporą - opoką... Wreszcie - że nie ma nas za co pokochać... Nie ma w nas niczego interesującego, wyjątkowego. 

Nie dajmy się w to uwikłać, bo nasze życie nie będzie miało smaku, zapachu, mocy... Nic pikantnego i ostrego, nic kolorowego się nie przydarzy - bo jakże miałoby się nam zdarzyć??? Przestaniemy odczuwać radość, ciekawość...

Tacy jesteśmy z każdym dniem powszedni i szarzy... Z czasem blakniemy... 
Jak kartka wyrwana z zeszytu. Wreszcie znikamy, odchodzimy - w ciszy i zapomnieniu... Choć przecież są nas miliony...

środa, 2 stycznia 2019

Uwolnić się od przeszłości...

Nie mówię zapomnij, ależ pamiętaj...
Pamiętaj i żyj, pozwól sobie na to.

Jak wielu i jak wiele z nas, kobiet w swoim życiu więcej uwagi, więcej energii poświęca przeszłości - lepieniu rozbitego naczynia, składaniu go w całość, zamiast żyć. W pełni i prawdziwie żyć tym co mam, co mnie otacza oraz w relacji bez wątpienia z żywymi ludźmi.

Umieramy po trosze oddając się żalowi, niepokojom, wątpliwościom... wspominamy i wymyślamy alternatywy, jakich nie możemy przecież już zastosować bo odnoszą się jedynie do przeszłości. Pielęgnujemy "pobielane kurhany", cierpimy i przeżywamy - ale nie żyjemy tym co tu i teraz - co dzieje się w codzienności. A tu jesteśmy potrzebni, tu jest nasze miejsce... Patrzymy tylko za siebie... Nasza głowa wciąż odwrócona jest w kierunku tego, co przeminęło, co było - lub mogło być naszym udziałem. Co odeszło, co przestało istnieć...

Ogromna energia jest marnowana, bo nie żyjemy... a wspominamy i przeżywamy w teorii nasze dni. Warto z wielką odwagą i determinacją zająć się tym co jest, a nie - bywało... tym co żyje - a nie tym, co odeszło w zapomnienie... 

Swój czas i uwagę, zdolności i potencjał realizujmy i pomnażajmy, angażując się w aktywności, idee i rzeczy oraz rzeczywistości, jakie mogą "tu i teraz" wszystkim nam dostarczyć pożytku, radości, spełnienia... Stać się dobrem dla wielu. Ofiarowując swój czas i oddając swoje siły dobrym czynom, wzmacniamy więzi ale też otrzymujemy potwierdzenie, że jesteśmy dobrzy, potrzebni a nasz czas i umiejętności - w sposób celowy i pozytywny okazują się cenne dla innych, a także - pożyteczne. Nie przywykliśmy marnować potencjału... Nie odbierajmy więc znaczenia swoim działaniom. 

Jest bowiem czas pracy, czas odpoczynku... czas gwarnej zabawy ale i łez, jest też czas rozwoju i wzrostu - aby był czas na radosne zbieranie owoców i żniwo.

Nasze życie jest nieustającą zmianą, poznawaniem nowych osób i miejsc, przenikaniem się naszych istnień. Zahaczamy o siebie, spotykamy się w drodze, wzrastamy i wyzbywamy się złudzeń, snów... odrzucamy zjawy i widziadła jako nierzeczywiste lub mylące. Bo życie faktycznie zmierza do jakiegoś finału, do kresu - ale nigdy nie nazywajmy naszej trudnej czy niebezpiecznej drogi, podróży przez życie - stratą czy upadaniem... udręką czy osuwaniem się w niebyt. 

Bo nawet tracąc, możemy zyskiwać - a gubiąc się w bezsilności i kłopotach - doznajemy pomocy, pocieszenia i wsparcia, słowa otuchy, podania dłoni lub innego ludzkiego gestu. 
Tego doświadczenia wam wszystkim - w nowym czasie nowego roku - serdecznie życzę!!!    

poniedziałek, 17 grudnia 2018

O tym jak wybieramy

Aktywnie, samodzielnie i do końca. Bez asekuracji i pomocy innych...
To daje poczucie mocy, wzmocnienie i przekonanie o własnych możliwościach. Na co dzień czujemy się pod silną presją ze strony otoczenia, ulegamy wpływom - słuchamy rad innych i wszystkich wypadkowych komentarzy znanych osób, z których zdaniem się liczymy... 
Przekonani, że generalnie nie ja, ale "jacyś inni" pewnie mają rację...

Takie zagubienie pogłębia się w nas. Coraz częściej mamy przeświadczenie o tym, że nie mamy wpływu na swoje życie, o braku autonomii w podejmowaniu decyzji, o sieci zależności... chcemy uwzględnić w naszych wyborach i decyzjach wszystko... czasem nawet okoliczności przyrody. Po jakimś czasie okazuje się - że nie tylko mamy związane ręce... ale że po prostu cierpimy. Psychicznie i fizycznie...    

Owszem, zależymy jedni od drugich, łączą nas więzy pokrewieństwa, relacje przyjacielskie, różne stopnie zażyłości... zależymy od siebie, wpływamy na siebie, modelujemy swoje życie - zmieniamy się intensywnie... czasem nawet dostosowujemy się do sytuacji...

Często - cierpimy.
Patrząc w lustro przestajemy się rozpoznawać, bo to co charakterystyczne i wyjątkowe - znika, zanika bo przynosiło tylko gorycz. Ale i ten stan zewnętrznej, pozornej spójności, wzajemnego przenikania się - staje się trudny i nienaturalny.

Z czasem - zapominamy jacy byliśmy... Jakie mieliśmy cechy indywidualne, na czym polegała nasza wyjątkowość. Dlaczego ktoś wybrał i wybierał właśnie mnie... 

Zbiorowość, tłum i masa... dokładnie jak tak jak szarość, bylejakość i powszechność - jak kiedyś "uniformizacja" czy klasyczne już - "opakowanie zastępcze", na stałe wpisane w naszą egzystencję - potrafią do końca zatracić - i człowieka - jednostkę, i uśmiercić jego duszę...

środa, 5 grudnia 2018

Koncert życzeń - czyli o tym, co powinnaś...

Ile razy jest tak, że czujemy wewnętrzny przymus, gdy czujemy jakby coś nas uwierało... 
Ile razy sami powtarzamy sobie do lustra, jak mantrę... dyscyplinując siebie, wydając sobie zbyt trudne,  nierealne lub ciężkie do wykonania polecenia. 

Zamiast próbować spełnić wszystkie te powinności, pobożne życzenia... zatrzymaj się. 
Choć na moment, choć na chwilę...

Weź głęboki oddech i przyjrzyj się temu wszystkiemu co powinnaś czy powinieneś. W co się wikłasz, do czego się zobowiązujesz. Zapisz wszystko to, co wydaje ci się, że "powinnaś" lub o jakich myślisz "muszę". 
Czasem te pomysły na siebie, wiążą nasze dłonie lub nogi, nie pozwalając na żaden ruch. Gnębią wyrzutami sumienia i odbierają nam radość owocu. Zadowolenie z tego, co robimy i co udało się nam osiągnąć... Zaciskają chytrze pętlę na naszej woli, na naszych dłoniach i duszy. Spalamy się, a efekty są mizerne... warto przyjrzeć się z czego wynikają niechęć, zmęczenie czy rodzące się w naszym myśleniu a potem działaniu  przeszkody, blokady...

Co nas zniechęci, co spowoduje że będziemy nieskuteczni, smutni i wiecznie niezadowoleni z siebie... Przed czym/przed kim uciekamy w życiu, a za czym - gonimy... Czego tak naprawdę pragniemy (czasem skrycie).

Proszę, wynotuj wszystkie te hasła i skojarzenia... poczuj je, przyjrzyj się im i dokonaj na nich aktywnego zabiegu... Zdecyduj o wyborze, o pierwszeństwie - tak, by pozostały na tej liście same "dobre" działania. Te o dobrych dla innych, i przynoszących tobie radość - owocach. Następnie wszystkie hasła, które zapisałaś/zapisałeś podziel na cztery kategorie powinności:
  1. te wobec rodziny - z których trudno nam się wycofać lub uwolnić;
  2. te relacyjne - wynikające z tego z kim i jak żyjemy, jakie łączą nas więzi i zależności;
  3. zawodowe, nazywane po cichu samorealizacją i rozwojem, awansem, zmianą statusu;
  4. te bardziej osobiste - wobec samej/samego siebie.                                                                                                                                                                                                                          Jesteś jeszcze... Rozmyślasz o sobie i swoich przygotowaniach do świąt???  A teraz zastanów się nad tym wszystkim, nad powinnościami nieco dłużej.... I odpowiedz sobie szczerze na jedno ważne, podstawowe pytanie: Które z nich są naprawdę twoje... Do realizacji których, przystąpisz z radością i zapałem... Jakim działaniom z tej osobistej listy, jaka powstała - oddasz się bez reszty... Dopiero wtedy - działaj...

Z domu na działkę...

Chcę tyle i tylko tyle... Od nauczyciela, od instruktora, od przewodnika...
Ten mały odcinek, ta trasa... Ten "fragment drogi" - proszę: zmień, ulecz mi go i ułatw - tym samym - życie... Zmiana jakiegoś jednego utrwalonego modelu czy zwyczaju, odnowienie, odświeżenie czy przekształcenie dotychczasowego życia. 

To nie lenistwo a pewna postawa. Bliska osobowości strusia lub żółwia. Czy też zabezpieczonego ze wszech miar - ślimaka, który wszędzie, w każdym miejscu na ziemi niesie na plecach swoje schronienie i tam zaszywa się w każdym momencie...
Niech się nie dzieje nic więcej, nic co zmuszałoby mnie do wysiłku, wyjścia na zewnątrz i zaangażowania się. By nie działo się nic co by zbytnio absorbowało uwagę, naszą troskę i cały  potencjał. Bo nie mam siły, straciłem zapał... Opuściła mnie nadzieja, nie znajduję dawnej energii - nie mam ani ochoty, ani tego co dawniej dodawało mi mocy (powera) a moja wola jest słaba i wciąż tracę siły...

Często tak mówimy, będąc niezdolnymi do zmiany. Nie dopuszczając też innych by nas wsparli i pomogli na drodze zmiany. Nie jesteśmy gotowi na zmianę totalną, na zmianę wszystkiego - ani też na przyjęcie całej wiedzy i nauki. Traktujemy to jako inwazyjne i szkodliwe - zbyt nowe, zbyt mocne...

Co się z nami dzieje i na co pozwalamy? Ano - robimy unik i kilka kroków wstecz w rozwoju... Wprowadzamy do swojego życia kolejne słowa rozpoczynające się od partykuły: "nie"... Niemożliwe, nie da się, nie zrobię, niewykonalne... Nie mam siły, nigdy tego nie robiłem... nie jestem gotowy na to...
 
Patrzymy na siebie - mając już na wstępie spuszczoną głowę. I patrzymy - tylko przez pryzmat ograniczeń - krótkiego, ludzkiego życia...

czwartek, 8 listopada 2018

Trudna miłość

Każdy chciałby kochać z uśmiechem na ustach. Szczęśliwy... 
Bez problemów - bez obciążeń. Bez obaw o jutro... pretensji ze strony innych...
Mieć i przeżywać poczucie radości z tego, kogo wychowujemy, ale też z kim żyjemy. I czasem nadchodzi taki dzień, gdy przełykamy gorycz wstydu, bo zawiodła nas pociecha, dokonała jakiejś strasznej rzeczy w życiu, komuś zalazła za skórę... Była złośliwa i zła, "przemocowa" lub też coś zabrała - ukradła. Pokazała jakiś gest lub wysmarowała paszkwil. Nie z ciekawości - ale najczęściej z nudy...
A tyle razy prosiliśmy... tłumaczyliśmy.
Była więc nadzieja, kwitła... i szybko umarła. Na pniu. 

I tak, zmyliło nas określenie "pociecha" - bo nie ucieszyła nas wcale. Kolejna gorycz, lecz i ją przyjdzie nam przełknąć z malutką (kurczącą się) godnością poruszonego człowieka. No i jak pracować dalej, tak starać się, tak czule wychować, tak opanować to, co młode i nieokiełznane, by w przyszłości stał/stała się dla nas - powodem do dumy... 

Bawią mnie wtedy określenia - jakich przesadnie wtedy używamy, gdy grzeczny - to np. tatusia syneczek, córeczka.... gdy łobuz - gdzie jest i była matka!!! Tak się czasem rozkłada odpowiedzialność za małego lub młodego człowieka. Czasem też - rodzic przychodzi poprzedzając sprawiedliwy atak - zmartwiony, rozczarowany i załamany. Bo przecież leżącemu, nie dokopią już - sam się skarży na bezradność, na swoją słabość.

Pamiętać trzeba, że w takiej sytuacji i tak niewygodnej pozycji - do rzeczonego kopania, do potępienia, znajdował się (jak jesteśmy rodzicami) prawie każdy z nas. Nie rodzimy się przecież z doktoratem czy magisterium z wychowania pociech. Trudno nam się odnaleźć w tej dynamicznej relacji. Czasem kosztuje nas to zmianę całego myślenia o świecie, o sobie... Zawsze pod chęcią współpracy - dostrzegamy pogodzenie się z faktami, bezsilność lub pokorę.

Jeśli ktoś żałuje fałszywie, kłamliwie tylko - osłaniając siebie, to i tak przecież poniesie owoce (grona) swoich oddziaływań, wychowania. Poniesie je już do końca, przez całe życie. To nie jest chwila wstydu - bo tylko chwilę trwa przyznanie się i pokorne wysłuchanie tego, co inni mają do powiedzenia. Co ich zabolało, zszokowało, poruszyło...

To jest życie. 
Ono boli... Tak ma być i jest.

Ludzie nie oszczędzają sobie razów, rugają drugiego z jakąś pasją, przyjemnością lub czasem z satysfakcją. Chcą czasem zobaczyć drugą osobę na kolanach. Kiedy zmalała, skurczyła się. Upodloną i uległą... Poczucie bezradności drugiego - powoduje, że my - czujemy się lepsi... mądrzejsi. Umieszczamy siebie wyżej... 

Złudzenie, belka w oku... 

Tak szybko zapominamy, mocno odcinamy się od tego, co trudne i kłopotliwe... Co było problematyczne i dla nas. Od życiowych niepowodzeń. 
Od tej trudnej miłości, gdy wychowujemy "młodych". Nasze dzieci. 

wtorek, 23 października 2018

JAJKO

Pewne jajko chciało być mądrzejsze od kury,
Bez lęku zaczęło więc spoglądać na chmury
Nie czuło już żadnych z góry nacisków
Nie bało się tych - z niebios - pisków

Wychodziło na otwartą równinę
By zbadać rzeczywistości źródło i przyczynę
Debatowało z księżycem i z gwiazdami
Nad sensem, nad celem życia i poruszania zasadami 

Już chciało zmienić profesję - dalej brnąc w tę dziedzinę
Być nauczycielem, mędrcem, magiem czy filozofem
zadumaną osobą, rozkochaną w tłumie
Ach tak, jajko tak wiele myśli, tak dużo już rozumie...

Ni z tego ni z owego, za dni parę, gdy duma jego
Nadwątliła skorupkę i nadęła silnie ego - bo
Wewnętrzna siła tak je już rozpierała
Ze początek nowemu życiu - żółtemu kurczakowi dała

A ten, jak porządek świata tego nakazuje
Z głową przy ziemi, robaków i ziarna - 
do szczęścia tylko potrzebuje
A to co uleciało, ta mądrość - już zdała się - marna...      


Kraków, 23.10.2018 r.