piątek, 9 lutego 2018

Miłość jaką mam, a jakiej nie chcę

Nie myśl, że cię nie kocham bo słabo mi to wychodzi,
Albo, że wcale, bo tak czasem jest - lub - że mi trudno - 
Choć robię to niedbale, wkładam w to moją duszę, trochę sił i znaczenia. 
Faktem, że nie poznasz, nie odróżnisz - przyjmujesz i... jest ci smutno... 

Nadzieja dodaje ci sił, na odmianę czekasz, bo umiesz czekać cierpliwie, 

Rzadko narzekasz, nie marudzisz -
spijasz czułość chciwie, tyle - ile daję, ile ci się należy
Ile tylko zdołasz wydrzeć dla siebie, ode mnie, od ludzi...

Miłość jest bardzo cicha i wdzięczna, niebezpieczna - bo trwa niezrażona,

Ryzykowna, oddycha zwykle tym, czego nie posiada,
Słabsza, bo spala się - a przecież nikt nie dostarcza nowego płomienia -
Wszelkim pomocnym duszom mimo to - rada. 

Oddalona, zdradzona, porzucona - kończy swój żywot, upada!
Przepada... w ziemię się ze wstydem zapada.... Nie wraca do tego samego człowieka
Szuka innego, smutna i coraz bardziej delikatna,
Bezmyślnie cierpliwa - nadal na kogoś - czeka...


Dziekanowice w śniegu, 9 lutego 2018

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Zobowiązanie

Nie jest to ciągłe obliczanie w pamięci pola figury płaskiej, ani nauczenie się tego z ilu kości składa się szkielet żaby. Trzeba więcej i więcej. 
A z każdym rokiem z jakim odnajdujemy się w szkole i na studiach, przybywa tej wiedzy i idącej za nią odpowiedzialności.

Bo cóż, jeśli zdecydowaliśmy już, że będziemy lekarzem czy inżynierem. Śliwka w kompot!
Niektóre studia i zawody determinują nas i zmieniają na zawsze strukturę, system wartości, zegar biologiczny, cykl funkcjonowania... pozwalają odczuwać zadowolenie lub dumę, kiedy indziej - porażkę i przygnębienie. Na pewno - wpływają na nas.

Nie kształtuje nas tylko wybór i kierunek działania, ale sposób realizacji i głębokość przekonań jakie za tym idą, transformacji naszego ja. Spójrzmy na to z punktu widzenia pierwszej fascynacji, zachwytu i podziwu dla tych, którzy realizują jakiś zawód. Magiczne doznanie. Stawianie sobie tej osoby za wzór, tak wiele może, tyle zmienia. Zależy od niej lub od niego życie i bezpieczeństwo ludzi, uczy i rozwija innych. Chcemy iść tą samą drogą, mamy marzenia a potem próbujemy stawiając swoje kroki - realizować je.

Przeszkody, kłopoty - trudności i pierwsze porażki jakie muszą nastąpić to weryfikacja, jak bardzo jesteśmy zdeterminowani, ile jesteśmy w stanie przyjąć na siebie, jak daleko się posunąć i co wreszcie poświęcić.

Nasz los człowieczy jest właśnie taki, poszukiwanie, cel, udowadnianie sobie i innym siły oraz mocy, potem upadki - czasem bardzo liczne, ale przecież rozliczani będziemy z tego, jak się podnosimy, jak wstajemy, zmieniamy się i kolejny raz podejmujemy walkę. Jesteśmy w życiu trochę jak wojownicy, czasem w pełnej zbroi, czasem lekko odsłonięci. W działaniu, z zapleczem i pełnymi głowami marzeń, z planami, z konkretnym zarysem tego co za rok, za dwa...
Przed nami - siwy dym, szczęk mieczy i szabel, codzienna walka z innymi i ze sobą, bo słabość jest w nas. Aby nigdy nie zapomnieć o tym co najważniejsze, najistotniejsze... o tym co pierwsze.  
 

środa, 3 stycznia 2018

Miłość... jako zadanie

Czy ją widzisz???
Czy możesz jej dotknąć... 
Czy ją smakujesz, rozkoszujesz się nią. 

Otacza cię delikatnie jej aura, urzeka i pobudza fantazję, wzbudza pragnienie. Tęsknisz za nią. Czasem budzi w nas żal całkowity brak jej doświadczania i samotność, trudne dla nas jest zamknięcie na to doznanie i na jego bogactwo.

Może cię fascynuje i zachwyca, a tęsknisz za nią dniem lub nocą. 

Kto pamięta, że miłość do drugiej osoby to nie uczucie, to postawa i gotowość do bycia z nią, do poświęcenia i oddania jej wszystkiego co we mnie najlepsze. Wierność i spajająca nas więź rozwija i wzbogaca człowieka.

Rozwijanie samej relacji zakłada głęboką znajomość i przyjaźń, zakłada też wysoki poziom intymności, empatii i otwartość na wszelkie trudności jakie mogą towarzyszyć rozwojowi relacji. Wyjątkowy stan - jeśli chodzi o szczerość. 

Trudne momenty ukazują inną prawdę o miłości - niełatwą. Nie możemy zapomnieć, że jak każdy związek ludzki - zarówno przyjaźń i miłość przeżywają swoje wzloty i gorsze momenty - upadki, wymagają troski, poświęcenia, wzmacniania i wsparcia. Jeśli zaś chodzi o porady, fachowe słowa o zjawisku tak bardzo indywidualnym - w każdym kraju tysiące ekspertów prześciga się w poradach na tematy sercowe - w gazetach, na portalach i w gabinetach, w rubrykach towarzyskich i wielu innych miejscach. 

Człowiek należy do najbardziej pysznych istot. Odczuwamy przekonanie co do swej nieomylności i bycia wyjątkowymi, uprawnionymi do stawiania diagnoz, udzielania porad, oceniania...  Myślimy, że jesteśmy ekspertami w tej dziedzinie - bo kiedyś kogoś kochaliśmy lub dlatego że nas porzucono. Wybraliśmy kogoś lub też popularni i poszukiwani, zmieniamy obiekty przywiązania częściej niż miejsce pracy czy zamieszkania.

Miłość prawdziwa rodzi się w sercu i duszy człowieka, w jego głowie. Rozwija się aktem woli i rozumu. Dyscyplinuje ją nasze męstwo i postawa, działanie zaś stanowi jej trwały kręgosłup. Ma zasady i jest ich wiele, skrupulatnie rozwijana i wzmacniana jest fundamentem rozwoju człowieka, pokoleń, rodziny, wzrostu dziecka. A zgodna z przepisem trwa wiecznie - umocniona ciężką pracą i wysiłkiem dwojga osób. Rezygnacją z siebie, determinacją - bo aż na taki trud i aktywność musimy się otworzyć...

środa, 21 czerwca 2017

Chory entuzjazm - to często grozi pracownikowi

Pamiętam taki moment w moim życiu zawodowym i mojego brata, on w korporacji a ja w placówce oświatowej, gdy braliśmy na siebie więcej, niż potrafiliśmy unieść, podejmowaliśmy się zadań fizycznie "nie do zrobienia", a już na pewno nie w pojedynkę. 
Napisać projekt w dwa dni - tylko ona, wypełnić kilka dzienników za innych kolegów w parę tylko godzin, przed kontrolą - tylko ona. 
Przerobić stos zleceń i faktur - to na jego biurko...

I już - tak po prostu: kilka ćwierci - od  śmierci. Od szaleństwa, od choroby, załamania...
Część ludzi drwiła, część - dorzucała jeszcze do roboty coś, znajdując na tyle naiwnych. Wtedy łatwo niby było nam (może bardziej mi) zauważyć, że już powinniśmy zacząć mówić: "dość". Początkowo moją reakcją na niepowodzenia była somatyzacja, gardło wysiadało ale i moje nerwy... byłam w rozsypce, zmęczona i niewyspana.... kiedy indziej pobudzona, czasem niecierpliwa czy złośliwa, kłótliwa. Mówiłam głośno, zbywałam kogoś. Ale starałam się pracę wykonywać skupiona, poważnie i najlepiej jak potrafiłam, ze szkodą niestety dla czasu osobistego i moich bliskich. Ponawiałam wciąż nieskuteczne próby i wzmożone wysiłki, traciłam perspektywę, wszystko zaczęło się walić... Sukces nie nadchodził, mnożyła się ilość wrogów lub dołujących osób... Ludzie ironizowali. Nawet bliscy - odwracali się.

Dopiero wiele lat później zrozumiałam swoją naiwność i prostotę poglądów: praca mnie definiuje... Ale dlaczego??? Jeśli nie osiągamy sukcesu lub nie spotykamy się z uznaniem adekwatnym, co do ilości włożonej pracy, powinno zadziałać ostrzeżenie, pojawić się pewne zwątpienie "czy aby to miejsce jest dla mnie". Zbyt często przecież towarzyszyło mi "poczucie zastoju", ciężar, rosła bezradność i zagubienie. 

W momentach gdy nasze wysiłki nie przynoszą rezultatów, zaczynamy najczęściej odczuwać narastającą frustrację, nie możemy też nic na to zjawisko poradzić. Cierpimy wreszcie autentycznie i prawdziwie. Zapalenie się żółtej lampki to już najpoważniejsze sygnały jakie wysyła nam organizm: pojawienie się objawów psychosomatycznych, takich jak zmęczenie, wyczerpanie, drażliwość, niepokój - czasem anemia, bezsenność, nawracające bóle głowy czy kręgosłupa a także ogromne problemy trawienne - częste wizyty w toalecie i bolesność, zgaga, niestrawność.

Objawy te mają wpływ nie tylko na naszą pracę, ale również na emocjonalne nastawienie do wykonywanych zadań. Przestajemy nawet lubić to miejsce w którym codziennie przychodzi nam walczyć o przetrwanie... Czekamy na urlop, na weekend. Już w poniedziałek tak intensywnie myślimy o sobocie i niedzieli. Unikamy zadań...

Co nas boli najbardziej??? To właśnie poczucie utraty kontroli nad sytuacją i wewnętrznej pustki. To odczucie lęku i paniki, zagrożenie porażką lub kompromitacją... Ucieczka przed pracą lub ilość zwolnień lekarskich, niewydolność, poczucie gorszej wartości prowadzi wiele osób do prawdziwej apatii. Wtedy następuje rezygnacja i wycofujemy się coraz bardziej z większości aktywności w naszym życiu. Przestaje nas cieszyć nawet to, co zwykle pomagało żyć...
Zmęczeni i w poczuciu przegranej nie mamy sił na zdobywanie kolejnych celów, nawet na podjęcie radykalnej decyzji o zmianie... przyczyn klęski szukamy w sobie, nie w trudności zadania. Umniejszamy też znaczenia naszej wiedzy i przygotowaniu. Zarządzanie pracą wymaga przecież wysiłku, a my właśnie stoimy pod ścianą...

Nie rozumujemy z tej perspektywy, że to nasz entuzjazm był chory i niczym nieuzasadniony. Że ulegliśmy chwili - złudzeniu, iluzji...  Że zniszczyło nas wyhodowane podejście: kult pracy... Wszystko albo nic, jakie wyznawaliśmy przez lata podporządkowując się liście życzeń i płac. Wszystko ponad...
 

W tych okolicznościach towarzyszy nam już tylko poczucie bezsilności... 
A słabych - nie lubi nikt. Nikt się z nimi nie przyjaźni. Nikt się też z nimi nie liczy....

Jedyne co podzielamy z innymi to nie jest radość i entuzjazm - ale ogarniające nas co rano, przed wyjściem z domu lub zaraz gdy kończy się weekend, dolegliwości fizyczne jak i psychiczne... One to w połączeniu z kiepskim stanem emocjonalnym mogą nas ostatecznie doprowadzić do stanu całkowitego wypalenia, czyli odczuwania, że nasze wysiłki są bezskuteczne i bezsensowne. Nawet w sferach najbardziej bezpiecznych. 
Pamiętajmy o tym... że jesteśmy cenni, nie anulujmy tego, nie podporządkujmy się nawykowi, modzie na niewolnictwo... To często wyrok. Nie rezygnujmy nigdy z siebie, nie zapominajmy, że tej wartości nie da się zastąpić żadną rzeczą, cyfrą na koncie w banku, przedmiotem...

 

czwartek, 25 maja 2017

O wybaczaniu słów kilka...

Prawdziwa mądrość tkwi w powiedzeniu dotyczącym przebaczania, wybaczania... że czasem najciężej jest wybaczyć samemu sobie. Wybaczyć i zapomnieć o ranach, o tym co złe słowo i czyn zrobiło ze mną.

Boli mnie to, co zrobiłem, co wypowiedziałem, krzywda jaką uczyniłem drugiej osobie...

Mówimy o sile sumienia, o wyrzutach trawiących człowieka, o odległości jaka nagle rośnie pomiędzy nami. O wielkości lub właśnie karłowaceniu serca. O mniejszym odczuwaniu relacji. O poczuciu odczłowieczenia, czyli obrzydzeniu czy niechęci odczuwanej do samego siebie... Tego trudnego, innego i nielubianego najczęściej... Odrzucanego...  
Gdybyśmy przeżywali takie poruszenia serca, chyba nie doszłoby nigdy do kolejnych wojen, zniszczeń, ataków terrorystycznych. Postawienie człowieka i człowieczeństwa w centralnym miejscu i szacunek do życia i zdrowia ludzkiego, stałby się granicą i twierdzą dla naszego lekkodusznego i lekkomyślnego podejmowania decyzji, dla służalczego i tępego wykonywania rozkazów. Nawet głupich i bzdurnych...

Nie szukalibyśmy wymówek w religii, światopoglądzie, przekonaniu, wychowaniu... tradycji czy dziedziczonych prawach. Świat nie tkwił by na głowie, jak dziś...

Przebaczenie wymaga pracy wewnętrznej w obszarze samoakceptacji, polubienia siebie i rozumienia swoich ograniczeń. Dawania sobie prawa do popełniania błędów ale i wyciągania mądrych wniosków. Życie pokazuje nam bardzo często że świat nie jest czarno - biały lecz pełny niuansów i światłocieni, a życiem wypełniamy go właśnie my - boskie stworzenie pomiędzy światem zwierząt i roślin... Że to od nas, istot rozumnych, wymaga się myślenia i odczuwania (współczucia) ogólnie mówiąc - wrażliwości.  Empatii, wczuwania się w położenie życiowe i sytuację innej osoby. 

Warto pamiętać zawsze o regule, że granicą dla naszej wszechwładzy, pseudo-wolności, swawoli i samowoli - jest właśnie drugi człowiek i jego wolność, bezpieczeństwo oraz życie.     

Poznanie i mądrość to coś czego doświadczamy przez całe nasze życie, naprawdę dzieje się ona w czasie... wymaga czasu... wymaga pracy i uwewnętrznienia. Każde z nas, może pomóc drugiemu i pokazać - jak sam tego dokonuje, rozwija swoje zdolności i pasje, jak pracuje zawodowo i tworzy. Ale też jak potyka się i upada, uczy się na błędach i dokonuje korekty. Może i ja mam prawo zapytać, rozwiać i przepracować swoje wątpliwości - zatrzymać się w ślepym biegu ku przepaści... Wyścigu "przed" siebie...

Powinniśmy zewrzeć mocno siły i opanować właśnie to "wybaczanie sobie", najtrudniejsze przecież - patrzenie na siebie z miłością czyli "miłosierne wybaczanie sobie". Nie zapominanie przecież, ale uczenie się i korzystanie z błędów, wnioskowanie. Stworzeni do rozwijania się, obdarzeni tą cechą, nie możemy zaniechać praktykowania takich umiejętności. 

Jak pokazuje życie: zostajemy poddani próbom i aby wyjść z nich zwycięsko musimy poznać nie tylko swoje możliwości, ale i spore ograniczenia. Otaczający nas ludzie mogą nam to unaocznić. 

Inaczej po co byliby postawieni na Ziemi ci wszyscy ludzie dookoła nas??? 
No bo przecież nie "psu na buty...", prawda???

czwartek, 11 maja 2017

Mocno czuć, znaczy żyć!

Potrzebujemy czuć, by żyć. 
Intensywnie lub też jak mówimy - prawdziwie.
Wielu ludzi mówi, że trzeba intensywnie żyć i mocno, wręcz spektakularnie odchodzić. Nie w łzach czy strachu. Ale tak prawdziwie, aby się podpisać pod tym, czego się dokonało. Przecież nasze życie jest takie krótkie, i wtedy kiedy nam się wydaje, że dopiero zaczyna się to, co dobre, to, co dla nas najlepsze, gaśnie nasza gwiazda...  

W dodatku jesteśmy przekonani, że wszystko wiemy lepiej i mamy rację oraz monopol na prawdę. Jestem wyjątkową córką, jedynym dzieckiem jakie warto uznać... Nikt nie zasługuje na nagrodę czy awans bardziej jak ja... Miejsce dla medali jest na mojej szerokiej piersi.

Nawet gdy czynimy zło, tak właśnie jesteśmy zaślepieni i przekonani o pozytywach dokonań. Fałszywe majaki i przekonania. Prawdy odległe i nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością.

Jak to się robi, nie wiadomo, ja nie wiem tego... Czasem też trudno mi pomóc drugiej osobie wskazać, co i w jaki sposób powinna zmienić w spojrzeniu na siebie i na zmieniającą się rzeczywistość...

Nasze życie, jego motywacja nie są dla nas jasne. I dobrze. Po co szukać motywacji, lepiej dostrzegać cel - konkretne małe lub większe zadanie... Żyjemy, czynimy założenia i podejmujemy decyzje, nie wiemy do końca jak - ale tak się dzieje... Czasem mówimy: stało się, wydarzyło się...
Czy tak najczęściej robię??? Czy to jest typowe dla nas, ludzi??? 

Mniej ważne "co robimy", martwmy się o konsekwencje dla innych i dla siebie, o powody, o motywację... Ostrożnie i z wrażliwością - przewidujmy raczej - antycypujmy, a nie tylko "wyobrażajmy sobie". 

Nasza wyobraźnia, choć najbardziej rozbudowana, ukształtowana czy kontrolowana - najczęściej - nas samych zawiedzie na manowce...
 

Nasze wyobrażenia

Jak to się dzieje, że nasza wyobraźnia - nasze wyobrażenie rzeczywistości tak często nas zawodzi. Jesteśmy zaskoczeni lub wstrząśnięci... Zdumieni i porażeni pytamy: "A myśmy się nie spodziewali, przecież miało być zupełnie inaczej"...

Czekamy na inną miłość, piękniejszą kobietę, ciekawszą pracę... na mocne wrażenia w górach, na wyjeździe czy meczu piłki nożnej... Na lepszy smak potrawy, wspanialsze wakacje, fantastycznie napisaną książkę lub płytę muzyczną, która doprowadzi nas do granic...

Zwykle szykujemy się na więcej, na mocniej i wreszcie - intensywniej...

Człowiek w ogóle lubi doświadczać, nie znam takich którzy chętnie poddani całkowitej deprywacji sensorycznej, zgodziliby się na "nic nie czucie", "nic nie przeżywanie" - czyli na tzw. "żadnych bodźców" wokół mnie... Nawet jeśli jest to ból, nieprzyjemne uczucie, kiedy cierpimy - jesteśmy gotowi to zaakceptować, bo nawet negatywne odczucia są lepsze, niż żadne. Nasza fizyczność, nie znosi pustki. Potrzebujemy innych, potrzebujemy aby coś się w nas zadziało, aby miało konsekwencje...

Życie musi mieć smak, życie powinno więc i mieszać to, co słodkie i słone, radość i łzy. Zbyt rzadko dziękujemy za życie takie, jakim ono jest. Ale gdy zaakceptujemy je, pokochamy, pogodzimy się z tym, na co nie możemy mieć żadnego wpływu, będzie nam dużo łatwiej... Choć niektórzy nienawidzą takiej optyki, brak wpływu na sytuację kojarzy im się z trudem, z niewolnictwem, zależnością, przymusem. Czymś, co wydaje się mało humanitarne...

Chcielibyśmy za wszelką cenę znać to co przyniesie przyszłość, nie czekać - ale oczekiwać... Powiązane są tu ze sobą dwie ludzkie cechy: poczucie sprawstwa (zależność/pasywność lub aktywność) i poczucie kontroli sytuacji, zdarzeń (wpływu na swoje życie)... 
Przede wszystkim my ludzie lubimy być przygotowani - uprzedzamy fakty i wyobrażamy sobie ten dzień, to wydarzenie. Czasem staramy się dobrze przygotować: a to na podróż, na chorobę, na przyjście dziecka na świat - ale też - na czyjąś śmierć - odejście... 

Wiemy dlaczego, prawda??? Oswajamy rzeczywistość. Oswajamy z nią - siebie.