Tylko nie być gnuśnym
Propozycja pracy nad sobą kończy się najczęściej odmową, lub po próbie - zaniechaniem. Bo trzeba coś zmienić. Z czegoś zrezygnować. Pożegnać wczorajszego siebie. Rozstać się z takim sobą, jakiego znam.
Człowiek zachowuje się jak wij. Kręci się w prochu jak wąż. Robi uniki. Trochę jak oblewany wrzątkiem, zmuszany do kategorycznych kroków. Nie lubisz go - ale najchętniej odpuściłbyś, bo zrobić coś swoimi rękami przychodzi trudno, jest niewygodnie - jakbyś zaprzeczał sobie, odmawiał najlepszego...
Nasze życie nie z rezygnacji się składa, a z pokus. Chętnie za nimi podążamy, radośnie kroczymy. Czasem entuzjastycznie ścigamy je. Gdy mamy z czegoś zrezygnować, wiercimy się w sobie. Twarz się kurczy, pociągamy nosem, przecząco kręcimy głową.
Jeszcze inaczej dzieje się, gdy ktoś ma od nas lepiej, gdy ma szczęście, spotyka go deszcz nagród, obfitość. Stajemy się zazdrośni - kurczenie się przechodzi w gnuśność, nieużyteczność i zazdrość. Nie pozwalają one na rozwój, na zmianę, na kroki do przodu... To spacer farmera, targanie własnych obciążeń i ograniczeń, wypominki, użalanie się - nigdy nie będzie to bieg... Nasz pląs, przestaje być efektowny, kroki w tańcu mało stylowe, ruchy jak u hipopotama - gubimy też bucik.
Kochani, gnuśność nas obciąża, zmienia, w relacjach z innymi jesteśmy nie do zniesienia. Samotni, niechętni... Poblokowani, wycofani z życia i rzeczywistości. Zaprzeczamy faktom. Rozrastamy się w fotelu mając pretensje do innych, a nie mobilizując i nie uruchamiając siebie. W pewnym sensie tak, bo im się chce... bo jest w nich spontaniczna radość.
Także radość dzielenia się, bo o nią chodzi... radość i wdzięczność zawsze wygrywają!
Komentarze
Prześlij komentarz