Dotyk a poznanie

W tekście na blogu o Rodzinie (szukaj: Ekologia i rodzina), właśnie dotknęłam... tematu poznania, dotyku.

Będzie mi towarzyszył w tym poście, bo towarzyszy każdego dnia. 

Patrzę, obserwuję - jeszcze nie dotykam dłonią, zamykam oczy, wciągam zapach... czuję, że to żyje.... a ja, życiem swoim odpowiadam, że też. A tak, wyrwało mi się, gdy ktoś na mnie wrażenie robi. Wyrwało mi się, gdy nie mogłam jeszcze dotknąć swego dziecka, bo nosiłam go w łonie, każda myśl i kropla krwi, była przy nim... ból rodzenia... daleko przede mną....

Tak mi się wyrywa, gdy z zainteresowaniem podnoszę głowę, lub odwracam wzrok... patrzę, lub brzydzi mnie. Lub oczarowuje, zachwyca, mgnienie... myślą... dźwiękiem, słowem czasem... podnoszę głowę i patrzę na tekst nad moim biurkiem teraz, a tu fragment 7....Kor 13,4-16+. i dalej.... jedzie mi ta miłość, i jest we mnie, i sprawdzam. 

Ja ją - ona mnie... Serce, i wnętrze - i robi się ciepło. 

I cierpienie, i ból - i robi się wspomnienie... 

i wraca, i ucieka i zmienia się dalej w miłość.

Wychodzę z pokoju w pracy, czasem też w domu:))) A dzieci, duże w komórkach. A co tam, będą tam dziś i jutro. AaaaaI.  AI. ... No ale idzie za tym podniesienie głowy, spojrzenie i to dzień dobry jest wspólne i jest nasze. 

Za sekundę, każde już jest w swoim świecie...

Biegnę do jadalni, to ostatnia przerwa na jakiej mogę wziąć resztki dla psa i kotów, i niefart... dziś drobnica, nikt jej dla mnie nie wyłowi. 

To nic, woreczek na jutro i już biegnę zderzając się i prawie oblewając sosem z talerza chłopaka, który zwraca już resztki.... resztki.... multum resztek o jakich marzyły dzieci z "Małego Oświęcimia". 

O Boże, Boże mój... O żesz, moje... trzy, cztery miesiące czytania... Wraca we mnie!!! Wywraca mnie do góry dnem, do wnętrza. Spopiela mnie.

I mnie włącza się łza... a on, może nigdy się nie dowie... nawet na pewno.

Dość, i znikam, już prawie w drzwiach jadalni... A tu chłopcu jaki wstał jabłko się toczy, już po podłodze... A moje oczy. Co tam, inni z niego się śmieją. Ja je podnoszę i stawiam na stole. Przecież - przyda się mu.  Nikt mu nic nie bierze.       

Jeszcze...

Może to jabłko na niego poczeka. MOożeeeeee.... 

Tak płynie. "...tu trawa bujna do kolan już sięga mi, a w trawie jabłko tym razem się toczy, i toczy po lastrico, po wykładzinie, i nie wiem kiedy myśl ta mnie wyprzedza, kiedy za jabłkiem... biegną.... moje .... oczy". 

I "Sok z Żuka", "Beetlejuice", ten sprzed 25 lat....I tak się moje i twoje życie domyka, codziennością i radośnie a czasem - "smutnie", pędzi, wije się lub łapie zakola...

Tak się jak rzeka rozlewa, co ze źródeł - bez końca,  tu, tam, i siam... koryta szuka. Bez końca... A początku nie szukaj. Bo nie znajdziesz. 

Źródło jest jedno, lub wiele... Kto je znalazł, wie, bo poznał - jak siedziało u stóp. Kto zatrzymał czy posiadł. Kto pyta??? Kto wrócił do Raju na skróty, kto wygnany - a komu się wszystko wydaje... lub śni się... 

Noc miesza się z dniem. Pomocy. Pomocy. Komu potrzeba pomocy???

Podkrakowska Czerna... świtem i nocą....

Bo doświadczyłeś go, tego błękitu i tej wody i masz. Wielu ma. 

Bo to proste jest - jak życie, jak krew, ten dar.

Komentarze

Popularne posty