Kształtowanie się samooceny dzień po dniu

Mamo, tato... co wy na to??? na tę prezentację, na moje ja - na zagmatwane życie moje, jakie obserwujecie każdego dnia? 

Co z czego wynika? Czego się spodziewać - obserwując zachowania i reakcje dziecka. O czym wnioskować... I czy nie zbyt wiele przypisujemy poszczególnym kwestiom, zakładając "wiem". No i wreszcie - czy jest się czego bać... Nad czym pracować.

Po pierwsze nasze dziecko to nie tylko zielone oczy i orli lub okrąglutki nosek, a do tego blond loczki okalające twarz. Nasze dziecko już od urodzenia, a nawet - nie bójmy się tego zaznaczyć, od momentu poczęcia i rozwoju płodu w ciepłym i bezpiecznym wnętrzu mamusinego brzucha, przejawia określony temperament... będąc w łonie, stanowiąc "jedno" z mamą - choć świat stosuje różne nazwy, nomenklatury na ten stan. Temperament jest jak indywidualny odcisk, rysunek, szkic, ale taki wykonany mocno i zdecydowanie ostrym narzędziem na szybie... na szkle.

Będzie dominował i górował nad innymi cechami, nadawał rys działaniom, decydował o pojmowaniu i rozumieniu sytuacji, innych ludzi i otoczenia w ogóle. Będziemy dostrzegać jego zewnętrzne manifestacje i czasem - narzekać na to, co zaprezentuje dziecko, załamani, zakłopotani... czasem zawstydzeni... i w tym stanie, zaczniemy szukać w rodzinie przodków, po jakich go odziedziczył... bo to przecież "nie jest to po mnie". Można powiedzieć, że temperament jest wrodzony, jest zestawem cech i właściwości relacyjnych jednostki. Najobszerniej - to wszystkie naturalne predyspozycje dziecka do reagowania na świat. Wszystko co jest na styku ja i oni. Potencjał rzutujący na poznanie, na aktywność, na rodzaj i tempo eksplorowania otoczenia. Na to co myślę i co postanowię o sobie.

Rzutuje na zainteresowania i pasje - a przede wszystkim na relacje interpersonalne i ich cechy. Czasem usiłujemy nad nim popracować, ale to najmniej modyfikowalna, względnie stała cecha, bo świadczy o najbardziej całościowej historia każdego z nas. Czysta biologia i embriologia, na styku z tym, jak mama w trakcie ciąży opiekowała się sobą i jak spędzała ten czas, jaką troską i rozumieniem otaczała siebie. Tak - właśnie siebie.... 

Nie jesteśmy aż taką czystą kartką. Tak wiele na nas już wpłynęło, że w dniu urodzenia i w ciągu kilku następnych miesięcy - można spostrzec jego ogólny zarys... Zachwycić się lub przerazić intensywnością bądź łagodnością, radosnym usposobieniem, równowagą czy też nadwrażliwością. Kiedyś w przyszłości - doświadczyć taktu, czułości, troski lub tkwić w trudnej i niewdzięcznej roli osoby gaszącej pożary i zbierającej od otoczenia uwagi, zarzuty, pretensje, żale, razy...  

Nasza samoocena i kształt życia w dużym stopniu zależą też od relacji z opiekunami – ich jakości, towarzyszących im odczuć. Potrafimy nie tylko doświadczać, ale też czuć tę niepowtarzalną więź, karmić się nią i wzmacniać. Gorzej gdy towarzyszy temu deficyt - wycofanie, rozluźnienie. Samotność, odrzucenie czy wieczny strach (niepewność). Rodzaj relacji i sama komunikacja w rodzinie kształtują i nasze podejście do innych, i do siebie samego. Czy jestem ważny, istotny, pełnię jakąś rolę, która pozwala mi wzrastać... rozwijać się. Czy moje życie ma cel i sens... koloryt, czy ma smak... Czego szukam, jakie marzenia mogę i chcę spełniać. Czy wreszcie one są moje - czy innych osób???

Zajęcia grupowe!


Codzienność błyskawicznie weryfikuje te akumulatory, zapasy - ten ładunek energii, te ogniwa, jakie ładowaliśmy i ładujemy na co dzień. Na ile wystarczą, czy łatwo je uzupełnić... Czy mamy się do kogo zwrócić o pomoc. Uzyskać uwagę i miłość. Nie musimy tej przestrzeni uszczuplać, uszkadzać. Nie kruszmy jej - bo to ona ma naprawdę strukturę kryształu..

I wreszcie jakość życia, przełożenie na konkret - czyli nasze codzienne doświadczenia – sytuacje, które dziecko przeżywa w domu i poza nim. To jest to, co ustawia naszą wartość w oczach innych, ale i wpływa na poczucie skuteczności i sprawczości. Co bezpośrednio kształtuje samoocenę. 

Tu nie są potrzebne słowa i zapewnienia, tu samo życie nas sprawdza, ono nas unosi lub rozwala, wzmacnia lub weryfikuje w ten sposób przekładając się na cały nasz świat i na rozwój... 

Jeśli zostało nam wiele do zrobienia, już myślimy o kolejnym dawaniu siebie i przekazywaniu życia, czy nawet o wychowaniu innych małych ludzi - zwróćmy uwagę na te trzy sfery. A będąc obecni w życiu innych - na aspekt trzeci. Bo to my jesteśmy uczestnikami i tymi żywymi iskrami doświadczenia - to my pozostawimy odcisk i ślad... oby bezcenny i piękny. 

Nie jest ważna kolejność zmian i doświadczeń, a ich różnorodność i pełnia. Ważna jest uważność i delikatność, wyobraźnia i koncentrowanie się na drugim. Na osobie, na relacji. Ufność i zadowolenie z dobrze wykonanej pracy... uczmy jej z radością innych.

Komentarze

Popularne posty